|
Znowu słychać głosy pomysłu wprowadzenia podatku wyznaniowego. Ciekawe kiedy głosy zamienią się w czyny ?
Katolicka część społeczeństwa jest w większości temu przeciwna - z jednej strony nie ma się co dziwić niezadowoleniu - w końcu wierni by musieli wreszcie sami za swoje płacić. Z drugiej jednak strony mimo niezadowolenia powinien być pomysł przez nich przyjęty - w końcu płacenie przez ateistów za coś, z czego w ogóle nie korzystają to jeszcze większy powód do niezadowolenia.
Większość zdaje się nie rozumie w ogóle idei takiego podatku. Ten podatek nie ma za zadania dokuczyć katolikom, a uwolnić niekatolików od finansowania Kościoła Katolickiego. Całkowitą pomyłką jest też tu kojarzenie finansowania Kościoła z datkami "na tacę". Owszem, to też finansowanie Kościoła, ale dobrowolne nawet dla wiernych. Problem jaki ma rozwiązać opodatkowanie wiernych, to przymusowe finansowanie Kościoła z podatków wszystkich obywateli.
Kościół Katolicki na mocy Konkordatu cieszy się znacznymi przywilejami. Kształcenie kleru, szerzenie religii w szkołach i inne kaprysy Kościoła zaspokajane są z budżetu państwa. Na ten budżet składają się katolicy i niekatolicy. Katolicy ze swoich podatków skorzystają - niekatolicy nie, ich "część" wykorzystają też katolicy.
Podatki powinny iść na rzeczy wspólne - choćby drogi, z których każdy korzysta i to na wiele sposobów - bezpośrednio (korzystając z nich) i pośrednio (korzystając z usług, do których działalności potrzebny jest transport). Z kościołów i innych religijnych (katolickich) atrakcji korzystają tylko katolicy. Dlaczego więc ateiści mają płacić za coś, z czego nie korzystają, z czego nie mogą nawet korzystać, co często prowadzi przeciw nim propagandę zniechęcania?
Kościół Katolicki jest prywatną osobą prawną. Jeżeli tak bardzo katolicy lubią socjalistyczne praktyki działające na korzyść prywatnych podmiotów, to może zrzucą się mi (i paru innym ateistom) na samochód, dom i parę innych luksusów? Co wy na to katolicy?
Wprowadzenie podatku wyznaniowego powinno oczywiście doprowadzić do realnego rozdziału kosztów a nie np. do podwójnego opodatkowania wiernych czy prób zaspokajania niedosytu Kościoła innymi metodami.
Trzymanie się cudzej kieszeni doprowadza katolickich socjalistów do takiej frustracji, że niektórzy w imię fanatycznego odwetu posługując się zdziecinniałą retoryką - bo trudno nazwać taki argument poważnym - żądają w zamian nawet opodatkowania ateistów (co nie raz już udało mi się zaobserwować)! Ateiści nie mają kapłanów, świątyń, kierownika we własnym państwie, który mówi jak trzeba myśleć. Niewiara - brak doktryn - nie pociąga za sobą żadnych kosztów. Religia spore. W takim ich zachowaniu widać całkowity brak zrozumienia sprawy a także spory egoizm wzmacniany bezczelnością. Bezczelne są też inne żądania kierowane w stronę popierających opodatkowanie wiernych, mające nakłonić ich do siedzenia cicho. Wygląda na to, że wielu katolików świadomie lub nieświadomie chce zakazać ateistom domagania się niedyskryminacji i domagania się przez nich, poszanowania ich praw!
Katolicy, powinniście być świadomi, że krytykując pomysł podatku wyznaniowego tzn. chcąc dalej praktykować za cudze pieniądze, jesteście zwykłymi złodziejami!
|